Szkody wyrządzane przez dzikie zwierzęta w uprawach są realnym problemem. Rolnik nie uprawia kukurydzy, zbóż, rzepaku czy warzyw „dla zabawy”. Produkuje żywność, paszę, utrzymuje gospodarstwo, ponosi koszty, ryzyko i odpowiedzialność. Dlatego rozmowa o szkodach łowieckich powinna zaczynać się od szacunku dla pracy rolników, a nie od przerzucania winy na nich albo na przyrodę.
Problem zaczyna się wtedy, gdy środowisko łowieckie wykorzystuje realne trudności rolników jako argument za utrzymaniem całego obecnego modelu łowiectwa: nieprzejrzystego, słabo kontrolowanego i powiązanego z komercyjnym zabijaniem dzikich zwierząt. W takiej narracji wszystko sprowadza się do prostego hasła: „bez myśliwych rolnicy sobie nie poradzą”. To zbyt duże uproszczenie.
Nie mówimy rolnikom: „nie siejcie”
Przeciwnicy obecnego modelu łowiectwa nie twierdzą, że problemem jest to, że rolnik uprawia kukurydzę albo prowadzi gospodarstwo. Problemem jest system, który często nie zapewnia rolnikom ani skutecznej prewencji, ani prostych odszkodowań, ani przejrzystych danych o tym, kto i na jakich zasadach odpowiada za szkody.
Na szkody w uprawach wpływa wiele czynników: lokalna liczebność zwierząt, struktura krajobrazu, dostępność naturalnego pokarmu, brak zabezpieczeń, presja człowieka, dokarmianie i nęcenie zwierząt, a także sposób zarządzania obwodem łowieckim. Sam odstrzał nie zastępuje rozsądnej prewencji.
Rolnicy potrzebują skutecznych narzędzi, nie łowieckich mitów
W praktyce pomoc rolnikom powinna oznaczać przede wszystkim: lepsze zabezpieczanie upraw i sadów, sprawne procedury szacowania szkód, szybkie i uczciwe odszkodowania, jawne dane o polowaniach i szkodach oraz decyzje oparte na lokalnych danych, a nie na propagandowych hasłach.
Monitoring opublikowany na stronie zakazpolowania.pl pokazuje, że system odszkodowań jest nieprzejrzysty, skomplikowany i bardzo nierówny. W wielu obwodach odszkodowania są zerowe albo symboliczne, a dostęp do danych finansowych kół łowieckich jest utrudniony. To ważne, bo myśliwi często przedstawiają odszkodowania jako dowód swojej „służby” wobec rolników, choć rzeczywistość jest dużo bardziej złożona.
Polowania komercyjne nie są ochroną rolnictwa
Warto też oddzielić ochronę upraw od komercyjnej sprzedaży polowań. Jeżeli koła łowieckie albo inne podmioty uzyskują znaczące przychody z organizowania polowań komercyjnych i sprzedaży mięsa, to nie można przedstawiać całego systemu jako bezinteresownej pomocy rolnikom. To raczej model, w którym dzikie zwierzęta należące do Skarbu Państwa stają się zasobem wykorzystywanym gospodarczo.
Dlatego obywatelski projekt zmiany Prawa łowieckiego nie odbiera rolnikom ochrony. Przeciwnie: próbuje uporządkować system. Wprowadza większą jawność, kontrolę publiczną, bardziej rzetelne dane, większy udział organów ochrony środowiska oraz ograniczenie praktyk, które mogą same nasilać konflikty, takich jak dokarmianie i nęcenie zwierząt.
Szacunek dla rolników to nie zgoda na łowiecką propagandę. Szacunek dla rolników oznacza prewencję, przejrzyste procedury, sprawne odszkodowania i politykę opartą na danych, a nie na straszeniu społeczeństwa.
Rok 2026 roku będzie momentem przełomowym dla polskiego modelu łowiectwa, który przez dekady opierał się na specyficznej symbiozie tradycji, gospodarki państwowej i prywatnych interesów kół łowieckich. Uruchomienie kampanii obywatelskiego projektu ustawy zakazującej polowań komercyjnych stanowi bezpośrednią odpowiedź na rosnące napięcia społeczne, udokumentowane przypadki naruszania praw własności oraz wyniki monitoringu naukowego, który podważa dotychczasowe fundamenty racjonalnej gospodarki łowieckiej. Poniżej analizujemy tę dynamiczną sytuację, zestawiając argumentację środowisk myśliwskich z danymi empirycznymi i kontrargumentami wysuwanymi przez organizacje społeczne oraz ekspertów z dziedziny ekologii i ekonomii.
Ekonomiczne fundamenty łowiectwa komercyjnego w Polsce
Zwolennicy obecnego systemu łowieckiego, zorganizowani wokół Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ), opierają swoją linię obrony na twierdzeniu o absolutnej niezbędności finansowej polowań komercyjnych, szczególnie tych określanych mianem „dewizowych”. Z ich perspektywy, możliwość sprzedaży prawa do odstrzału konkretnych osobników myśliwym zagranicznym jest kluczowym mechanizmem pozwalającym na utrzymanie płynności finansowej kół łowieckich. Argumentacja ta zakłada, że bez dopływu środków z zewnątrz – szacowanych na około 72,5 miliona złotych rocznie dla samych kół oraz ponad 60 milionów złotych dla Lasów Państwowych – cały system wypłaty odszkodowań rolniczych uległby załamaniu.
Analizując strukturę przychodów kół łowieckich, można dostrzec, że polowania komercyjne generują około 25% ich całkowitego budżetu, przy czym reszta pochodzi głównie ze sprzedaży tusz upolowanych zwierząt oraz składek członkowskich. W 2025 roku Polski Związek Łowiecki zaplanował przychody na poziomie blisko 113,7 miliona złotych, co przy wzroście składek członkowskich o 25% wskazuje na próbę uniezależnienia się od niektórych zmiennych rynkowych, jednak komercyjna sprzedaż trofeów pozostaje najbardziej dochodowym elementem jednostkowym.
Kategoria przychodów
Szacunkowa kwota roczna (PLN)
Udział w strukturze
Polowania komercyjne (koła PZŁ)
72 500 000
~24%
Sprzedaż tusz na rynek zewnętrzny
110 000 000
~36%
Organizacja polowań przez Lasy Państwowe
61 700 000
N/D
Składki członkowskie (plan 2025)
113 707 357 (całość PZŁ)
Fundamentalny
Sprzedaż tusz na użytek własny
31 900 000
~10%
Zwolennicy polowań podkreślają, że myśliwy zagraniczny płaci nie tylko za samą możliwość strzału, ale również za trofeum, którego cena może sięgać od 1000 PLN za jelenia do nawet kilkunastu tysięcy złotych w przypadku medalowych okazów. W ten sposób, z punktu widzenia myśliwych, „krwawy biznes” staje się formą eksportu usług, która zasila lokalne budżety.
Mit niezbędności finansowej i nierównomierność szkód
Przeciwnicy polowań komercyjnych, opierając się na danych z monitoringu odszkodowań za lata 2023-2025, dekonstruują argument o konieczności finansowania rekompensat dla rolników z zysków z trofeów. Okazuje się bowiem, że skala szkód łowieckich jest drastycznie mniejsza, niż sugeruje to retoryka PZŁ w mediach. Według danych zebranych z połowy obwodów łowieckich w Polsce, łączne roczne odszkodowania wypłacane na ich terenie są niższe niż 3,3 tysiąca złotych. Co więcej, prawie w co trzecim obwodzie łowieckim w sezonie 2023/24 nie wypłacono żadnych odszkodowań.
W tym kontekście zyski z polowań komercyjnych nie służą „ratowaniu rolnictwa”, lecz stają się nadwyżką budżetową kół, która jest konsumowana wewnątrz organizacji lub przeznaczana na dalsze dokarmianie zwierząt, co paradoksalnie napędza spiralę przyszłych szkód. Istnieje również poważny zarzut dotyczący nietransparentności: dane finansowe kół często nie są utożsamiane z faktycznymi przepływami, a Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie ma pełnego wglądu w sprawozdawczość PZŁ.
Biologiczne i ekologiczne skutki selekcji trofealnej
Kluczowym argumentem wysuwanym przez myśliwych jest konieczność prowadzenia tzw. selekcji osobniczej i populacyjnej. Twierdzą oni, że polowania komercyjne, ukierunkowane na konkretne osobniki, pozwalają na usuwanie z populacji sztuk słabszych lub tych, które osiągnęły już wiek „emerytalny”, co ma rzekomo poprawiać jakość genetyczną stada. W narracji łowieckiej myśliwy jawi się jako selekcjoner zastępujący naturalne drapieżniki, dbający o to, by populacja była zdrowa i silna.
Selekcja negatywna i degradacja populacji
Współczesne badania naukowe oraz opinie ekspertów, takich jak prof. Rafał Kowalczyk, wskazują na zgoła odmienny mechanizm. Nastawienie na trofeistykę, wymuszane przez komercyjny charakter polowań, prowadzi do selekcji negatywnej. Myśliwi, dążąc do pozyskania jak najokazalszego poroża, eliminują z populacji najsilniejsze samce w pełni sił witalnych, które niosą najlepszy materiał genetyczny. Zjawisko to porównuje się do „szyjki od butelki”, gdzie celowe usuwanie wybitnych osobników zubaża pulę genową gatunku.
Monitoring populacji jelenia szlachetnego wskazuje na niebezpieczny trend radykalnego obniżania się średniego wieku byków w polskich lasach. Poprzez presję na polowania komercyjne, w wielu obwodach brakuje byków w III klasie wieku, które są kluczowe dla stabilności socjalnej i biologicznej populacji. Efektem jest nienaturalne odmłodzenie struktury wiekowej, co w biologii określa się mianem „puszczania krwi choremu na anemię” – zamiast wzmacniać populację, łowiectwo komercyjne ją osłabia.
Gatunek
Oficjalna liczba (szacunek)
Skala odszkodowań (2023)
Średnia szkoda na osobnika
Łoś
> 40 000
18,2 mln PLN
~450 PLN
Dzik
Zmienna (intensywny odstrzał)
Zależna od regionu (ASF)
N/D
Ptaki łowne
13 gatunków
Niska/Brak
Znikoma (14g mięsa/osobę)
Rola łowiectwa w zwalczaniu chorób zakaźnych (ASF)
W dobie kryzysu wywołanego afrykańskim pomorem świń (ASF), środowiska łowieckie pozycjonują się jako jedyna bariera chroniąca polskie rolnictwo przed katastrofą gospodarczą. Argumentują, że intensywny odstrzał dzików, w tym polowania zbiorowe o charakterze komercyjnym, jest niezbędny do redukcji zagęszczenia populacji, co ma rzekomo hamować transmisję wirusa. Według PZŁ, bez aktywności myśliwych, wirus rozprzestrzeniłby się na całą Polskę w sposób niekontrolowany.
Rzeczywistość: polowania jako wektor wirusa
Dane epidemiologiczne i raporty naukowe (m.in. IBS PAN) wskazują na tragiczny błąd w tej logice. Masowe polowania z naganką, szczególnie te organizowane w ramach komercyjnych polowań zbiorowych, powodują gwałtowne przemieszczanie się watah dzików na duże odległości. To właśnie płoszenie zwierząt w trakcie polowań przyczynia się do skokowego rozprzestrzeniania ASF, ponieważ zarażone osobniki, zamiast paść w miejscu infekcji, uciekają w nowe regiony, zarażając kolejne populacje.
Skuteczność odstrzału w walce z ASF jest marginalna: tylko 0,4% wszystkich zastrzelonych dzików to osobniki chore. Strategia oparta na zabijaniu, zamiast na rygorystycznym wyszukiwaniu padłych sztuk (która ma skuteczność 46%), jest nie tylko nieefektywna, ale i niezwykle kosztowna – koszt zastrzelenia jednego chorego dzika to blisko 119 tysięcy złotych. Monitoring prowadzony w województwie pomorskim wykazał, że wprowadzenie zakazu polowań zbiorowych w strefach zagrożonych było jedynym racjonalnym krokiem w celu ograniczenia transmisji wirusa, co stoi w sprzeczności z postulatami PZŁ o konieczności „strzelania bez ograniczeń”.
Konflikt społeczny i naruszanie praw własności
Zwolennicy łowiectwa często odwołują się do tradycji i wkładu myśliwych w życie społeczności lokalnych. Twierdzą, że ich obecność w terenie zwiększa bezpieczeństwo mieszkańców, a wspólne akcje sprzątania lasów czy edukacja młodzieży budują kapitał społeczny. Z tej perspektywy polowania są elementem dziedzictwa kulturowego, które zasługuje na ochronę państwową.
„Okupacja” i zagrożenie bezpieczeństwa
Zupełnie inny obraz wyłania się z relacji właścicieli nieruchomości i rolników. System, w którym obwody łowieckie są wyznaczane na prywatnych polach bez zgody właścicieli, jest określany mianem „okupacji kół łowieckich”. Właściciele nieruchomości skarżą się na brak poczucia bezpieczeństwa: świst kul w pobliżu zabudowań, rozjeżdżanie upraw przez samochody terenowe myśliwych oraz brak realnego wpływu na gospodarkę prowadzoną na ich własnej ziemi.
Dane z monitoringu obywatelskiego wskazują na rosnącą frustrację społeczną związaną z brakiem transparentności. Decyzje o odstrzałach redukcyjnych w miastach są często utajniane przed opinią publiczną, a myśliwi unikają odpowiedzialności za wypadki, forsując jedynie coroczne szkolenia zamiast rygorystycznych badań lekarskich. Publiczny sprzeciw wobec polowań na ptaki, popierany przez 62% badanych, pokazuje, że społeczeństwo nie akceptuje zabijania zwierząt dla rozrywki i znikomych korzyści konsumpcyjnych (średnio 14g mięsa ptasiego na Polaka rocznie).
Turystyka łowiecka a zrównoważony rozwój
Hobbyści i profesjonaliści z PZŁ promują tezę, że turystyka łowiecka jest szansą dla regionów przyrodniczo cennych. Myśliwi zagraniczni zostawiają w Polsce około 30 milionów euro rocznie, co ma stymulować lokalną gastronomię i hotelarstwo. Według zwolenników łowiectwa, zakaz polowań komercyjnych doprowadzi do wyludnienia obszarów wiejskich i upadku lokalnych pensjonatów.
Ekskluzywność zysków i koszty alternatywne
Analiza ekonomiczna sugeruje, że korzyści z turystyki łowieckiej są wysoce scentralizowane. Pieniądze trafiają głównie do biur polowań, zarządów kół oraz wybranych przedsiębiorców, często osobiście powiązanych ze strukturami PZŁ. Jednocześnie obecność myśliwych w lasach i na polach ogranicza rozwój innych, bardziej masowych form turystyki, takich jak birdwatching, fotografia przyrodnicza czy turystyka piesza i rowerowa. Osoby niepolujące czują się wykluczone z przestrzeni publicznej z powodu okresowych zakazów wstępu do lasu na czas polowań zbiorowych.
Współczesny model zrównoważonej turystyki na obszarach cennych przyrodniczo promuje raczej bezpośredni kontakt z naturą bez jej niszczenia, co generuje stały dochód dla społeczności, w przeciwieństwie do jednorazowego zysku z zabicia zwierzęcia. Zjawisko „ścieralności trofeów” i handel „krwawymi trofeami” w oczach nowoczesnego turysty obniżają atrakcyjność regionu, zamiast ją podnosić.
Perspektywa legislacyjna: Obywatelski projekt ustawy 2026
Nadchodząca kampania obywatelska zakłada wprowadzenie zakazu polowań komercyjnych jako kroku milowego w reformie polskiego łowiectwa. Projekt ten nie tylko uderza w fundamenty finansowe obecnego systemu, ale przede wszystkim dąży do przywrócenia godności właścicielom gruntów oraz ochrony najcenniejszych zasobów przyrodniczych przed komercyjną eksploatacją.
Zwolennicy zmian podnoszą, że zakaz polowań komercyjnych pozwoli na:
Zakończenie patologicznego dokarmiania zwierząt, które służy jedynie zwiększaniu „stanów magazynowych” zwierzyny pod przyszłe polowania komercyjne.
Redukcję konfliktów na linii myśliwy-rolnik poprzez realne obciążenie myśliwych odpowiedzialnością za zarządzanie populacjami, a nie tylko czerpanie z nich zysków.
Wprowadzenie przejrzystości finansowej i demokratycznej kontroli nad PZŁ, który obecnie funkcjonuje jako „państwo w państwie”.
Środowiska myśliwskie odpowiadają na to straszeniem „miliardowymi kosztami”, które rzekomo spadną na państwo. Jednakże, jak wykazano wyżej, realna kwota odszkodowań w większości obwodów jest na tyle niska, że mogłaby zostać pokryta z systemu ubezpieczeń wzajemnych lub funduszu celowego, bez konieczności zabijania zwierząt dla zysku.
Wnioski i synteza
Analiza argumentacji obu stron konfliktu prowadzi do wniosku, że obecny model polowań komercyjnych w Polsce jest systemem nieefektywnym, nietransparentnym i generującym wysokie koszty społeczne i przyrodnicze. Argumenty myśliwych o „ratowaniu rolnictwa” i „poprawie genetyki” nie wytrzymują konfrontacji z danymi empirycznymi. Polowania komercyjne, zamiast stabilizować ekosystemy, wprowadzają do nich dodatkowy chaos, niszcząc strukturę populacji i przyspieszając rozprzestrzenianie chorób takich jak ASF.
Obywatelski projekt ustawy „Zmieńmy prawo łowieckie – na dobre!” stanowi szansę na ucywilizowanie relacji człowiek-przyroda w Polsce. Odejście od modelu komercyjnego pozwoli na skupienie się na realnej ochronie przyrody, opartej na wiedzy naukowej, a nie na cennikach biur polowań. Zmiana ta, choć spotka się z gwałtownym oporem kasty myśliwskiej, jest niezbędna dla ochrony praw obywatelskich właścicieli ziemi oraz zachowania dziedzictwa przyrodniczego dla przyszłych pokoleń.
W obliczu narastającego kryzysu bioróżnorodności, traktowanie dzikich zwierząt jako „usługi rynkowej” i „produktu eksportowego” jest anachronizmem, który nie przystaje do standardów XXI wieku. Reforma łowiectwa musi zatem iść w kierunku pełnej transparentności, naukowej weryfikacji działań i priorytetu bezpieczeństwa publicznego nad partykularnym interesem wąskiej grupy hobbystów.