Dlaczego informacje o polowaniach są tajne?

Gdzie odbywają się polowania?

W demokratycznym państwie przyzwyczailiśmy się do tego, że działania wpływające na bezpieczeństwo ludzi są publicznie regulowane, kontrolowane i możliwe do sprawdzenia. Wiemy, kiedy zamykana jest droga. Wiemy, gdzie obowiązuje zakaz kąpieli. Otrzymujemy alerty pogodowe. Sprawdzamy jakość powietrza. Dlaczego więc tak trudno dowiedzieć się, gdzie i kiedy w pobliżu mogą odbywać się polowania?

Polowanie nie jest zwykłą prywatną aktywnością. To czynność wykonywana z użyciem broni palnej, często w przestrzeni, z której korzystają również osoby postronne: mieszkańcy, dzieci, grzybiarze, spacerowicze, rowerzyści, edukatorzy przyrody, właściciele psów, rolnicy czy turyści.

Skoro polowanie może wpływać na bezpieczeństwo ludzi, powinno być jawne.

Jawność nie jest wrogiem bezpieczeństwa. Jest jego warunkiem

W wielu dziedzinach życia publicznego jawność traktujemy jako oczywistość. Informacje o robotach drogowych, utrudnieniach, skażeniu wody, zagrożeniach pogodowych, zamknięciu szlaków czy działaniach służb są publikowane właśnie po to, żeby ludzie mogli uniknąć ryzyka.

Podobna zasada powinna dotyczyć polowań. Jeśli w danym miejscu mają znajdować się osoby z bronią, jeśli mogą padać strzały, jeśli z lasu mogą być wypłaszane zwierzęta, jeśli drogi leśne mogą stać się miejscem polowania zbiorowego — mieszkańcy powinni mieć dostęp do tej informacji.

Nie po to, żeby kogokolwiek atakować. Po to, żeby nie wchodzić w niebezpieczną sytuację nieświadomie.

Obecny system informowania jest zbyt słaby

Dziś obowiązek publicznego informowania dotyczy przede wszystkim polowań zbiorowych. Organizator powinien zgłosić polowanie do gminy, a gmina powinna podać informację do publicznej wiadomości. To dobry kierunek, ale niewystarczający.

W praktyce informacja bywa trudna do znalezienia, nieczytelna, publikowana w różnych miejscach, czasem bez mapy, czasem w formie ogólnego opisu, który dla osoby spoza środowiska łowieckiego niewiele mówi. Zdarza się, że wskazywany jest bardzo duży obszar, na przykład cały obwód łowiecki, co nie pozwala obywatelowi realnie ocenić, gdzie występuje ryzyko.

Jeszcze większym problemem jest brak powszechnie dostępnej informacji o polowaniach indywidualnych. A przecież osoba spacerująca po lesie nie zawsze rozróżnia, czy zagrożenie wynika z polowania zbiorowego czy indywidualnego. Dla niej najważniejsze jest jedno: czy w pobliżu ktoś będzie polował?

Argument „to utrudni polowania” nie wystarczy

Przeciwnicy jawności często mówią, że publiczne informacje o polowaniach mogą utrudniać ich wykonywanie. Ten argument warto potraktować poważnie, ale nie można uznać go za rozstrzygający.

W każdej dziedzinie, w której w grę wchodzi bezpieczeństwo publiczne, wygoda organizatora musi ustąpić przed prawem obywateli do informacji. Firma budowlana też może uważać, że tablice ostrzegawcze i zabezpieczenia utrudniają pracę. Organizator imprezy masowej też musi spełniać obowiązki formalne. Kierowca zawodowy też podlega kontrolom. To nie są represje. To standard bezpieczeństwa.

Jeżeli łowiectwo jest przedstawiane jako działalność odpowiedzialna, publicznie potrzebna i wykonywana w interesie społecznym, to powinno być gotowe na standard jawności.

Nie można jednocześnie twierdzić, że polowania są sprawą publiczną, i odmawiać społeczeństwu prawa do wiedzy o ich miejscu i czasie.

Jawność chroni także odpowiedzialnych myśliwych

Warto zauważyć, że jawność nie musi być wymierzona przeciwko każdemu myśliwemu. Dobrze zaprojektowany system informacji może chronić również tych, którzy chcą działać odpowiedzialnie.

Jeżeli mieszkańcy wiedzą, gdzie odbywa się polowanie, rzadziej pojawią się tam przypadkowo. Jeżeli informacja jest dokładna i publiczna, łatwiej uniknąć konfliktów. Jeżeli zasady są przejrzyste, trudniej o oskarżenia, nieporozumienia i wzajemną wrogość.

Brak informacji sprzyja napięciom. Jawność pozwala planować, reagować i rozliczać.

Publiczny rejestr polowań to rozwiązanie zdroworozsądkowe

W Polsce potrzebny jest prosty, publiczny i nowoczesny rejestr polowań. Taki, który pozwala sprawdzić:

  • gdzie zaplanowano polowanie,
  • kiedy ma się odbyć,
  • jakiego obszaru dotyczy,
  • kto jest organizatorem,
  • czy informacja została zgłoszona prawidłowo,
  • jakie zasady bezpieczeństwa obowiązują na danym terenie.

Takie narzędzie powinno być dostępne dla każdego: mieszkańca wsi, turysty, nauczycielki prowadzącej zajęcia terenowe, rodzica, rolnika, właściciela psa, osoby starszej, która po prostu chce wiedzieć, czy w najbliższym lesie będzie bezpiecznie.

Nie powinno być konieczne przeszukiwanie wielu stron urzędów, starych komunikatów, plików PDF i BIP-ów. Informacja o bezpieczeństwie powinna być prosta.

Bez jawności nie ma realnej kontroli

Jawność ma jeszcze jeden ważny wymiar. Pozwala sprawdzać, czy prawo jest przestrzegane. Jeżeli informacje o polowaniach są niepełne, rozproszone albo niedostępne, trudno ocenić, czy polowania są prawidłowo zgłoszone, czy odbywają się w zadeklarowanym miejscu, czy mieszkańcy zostali poinformowani, czy gmina wykonała swój obowiązek.

Brak jawności osłabia kontrolę społeczną. A tam, gdzie nie ma kontroli, łatwo o bylejakość, nadużycia i lekceważenie praw osób postronnych.

Nie chodzi o to, żeby każdy obywatel stał się kontrolerem łowiectwa. Chodzi o to, żeby podstawowe informacje były dostępne wtedy, gdy ktoś ich potrzebuje.

Bezpieczeństwo ludzi nie może zależeć od szczęścia

Dziś osoba idąca do lasu często nie wie, czy natknie się na polowanie. Może mieć szczęście i wybrać spokojną trasę. Może też trafić na miejsce, gdzie odbywa się polowanie, o którym nie wiedziała, bo informacja była trudna do znalezienia albo w ogóle nie dotyczyła polowania indywidualnego.

Bezpieczeństwo publiczne nie powinno działać w ten sposób. Nie powinno zależeć od przypadku, lokalnej praktyki urzędu, dobrej woli koła łowieckiego ani umiejętności przeszukiwania BIP-u.

Jeżeli państwo dopuszcza polowania w przestrzeni wspólnej, ma obowiązek zapewnić ludziom dostęp do informacji. To minimum odpowiedzialności.

Jawność to nie ideologia. To standard

W debacie o prawie łowieckim łatwo przykleić etykietę: „aktywiści”, „myśliwi”, „ekolodzy”, „tradycja”, „ideologia”. Ale pytanie o jawność jest znacznie prostsze.

Czy działalność z użyciem broni, prowadzona w przestrzeni dostępnej dla ludzi, powinna być publicznie widoczna?

Czy mieszkańcy powinni wiedzieć, gdzie może być niebezpiecznie?

Czy państwo powinno ułatwiać obywatelom dostęp do informacji, czy utrudniać go przez rozproszone i nieczytelne procedury?

Odpowiedź powinna być oczywista.

Jawność chroni nas wszystkich. A bezpieczeństwo publiczne zaczyna się od prawa do informacji.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *