Audyt w Polskim Związku Łowieckim wykrył szereg nieprawidłowości: chaos w finansach i wątpliwe odszkodowania

Chaos w finansach PZŁ, oszustwa na odszkodowaniach

Polski Związek Łowiecki lubi opowiadać o odpowiedzialności, tradycji, pomocy rolnikom i ciężarze utrzymywania gospodarki łowieckiej. Problem polega na tym, że gdy zajrzeć do dokumentów, obraz robi się znacznie mniej dostojny: znikające dane, bezpłatne polowania, milionowe wydatki, wątpliwe zakupy, chaos organizacyjny, a do tego podejrzenia dotyczące zawyżania odszkodowań dla rolników.

Audyt wewnętrzny Polskiego Związku Łowieckiego, którego wnioski opisała Regina Skibińska w OKO.press, pokazuje organizację, która bardzo chce uchodzić za filar „odpowiedzialnej gospodarki łowieckiej”, ale w praktyce wygląda raczej jak zamknięty folwark z własnymi zasadami, własnym obiegiem pieniędzy i bardzo ograniczoną kontrolą z zewnątrz.

To ważne nie tylko dla przeciwników polowań. To ważne również dla samych myśliwych, bo pieniądze wydawane przez PZŁ pochodzą m.in. ze składek członków Związku. I to ważne dla rolników, bo środowisko łowieckie regularnie używa odszkodowań za szkody w uprawach jako najważniejszego argumentu w obronie obecnego modelu łowiectwa.

Skoro więc w audycie pojawiają się podejrzenia nieprawidłowości właśnie przy ustalaniu odszkodowań dla rolników, to nie jest drobny księgowy przypis. To uderza w sam środek myśliwskiej narracji.

Audyt, który brzmi jak instrukcja: „czego nie robić z pieniędzmi organizacji”

Audyt obejmował lata 2018–2023 i został przeprowadzony na zlecenie samego PZŁ. Już w streszczeniu audytorzy wskazali, że zidentyfikowali bardzo poważne nieprawidłowości, które z dużym prawdopodobieństwem spowodowały istotne szkody w majątku Związku.

To nie jest język aktywistów antyłowieckich. To nie jest hasło z transparentu. To wnioski z audytu zamówionego przez sam Polski Związek Łowiecki.

Wśród opisanych problemów pojawiają się m.in. bezpłatne polowania w ośrodkach hodowli zwierzyny, usuwanie danych z systemów, wątpliwe wydatki informatyczne, brak dokumentacji systemów, opłacanie usług, które miały nie być faktycznie świadczone, nieprzestrzeganie uchwał Naczelnej Rady Łowieckiej oraz chaos przy organizacji obchodów stulecia PZŁ.

Gdyby ktoś chciał nakręcić satyrę o organizacji, która mówi o etyce, a potem gubi faktury, kasuje dane i wydaje miliony na wizerunek, scenariusz byłby mniej więcej gotowy. Tyle że to nie satyra. To opis działania realnej organizacji, której państwo powierzyło szczególną rolę w gospodarowaniu dzikimi zwierzętami należącymi do Skarbu Państwa.

Cenniki znikają, czyli łowiecka wersja „samo się usunęło”

Jednym z najbardziej wymownych wątków są bezpłatne polowania w OHZ-ach, czyli ośrodkach hodowli zwierzyny. Audytorzy chcieli zbadać skalę problemu, ale natrafili na pewną niedogodność: z systemu zniknął wycinek danych. Nie cały system. Nie wszystko. Tylko cenniki polowań i tylko za 2023 rok.

Trzeba przyznać, że przypadek wyjątkowo utalentowany. Dane z innych lat zostały, a zniknęły akurat te, które mogły pomóc ustalić, kto, kiedy i za ile powinien zapłacić za polowanie.

Audytorzy uznali, że usunięcie tych danych przez pomyłkę jest mało prawdopodobne. Wskazali też, że ustalenie osoby odpowiedzialnej za usunięcie danych jest sprawą kluczową, bo taka osoba mogła nadal mieć dostęp do wrażliwych danych w systemie.

To powinno interesować nie tylko opinię publiczną, ale również zwykłych członków PZŁ. Bo jeżeli w organizacji dane mogą znikać akurat wtedy, gdy są potrzebne do ustalenia skali nadużyć, to problemem nie jest już „wizerunek łowiectwa”. Problemem jest elementarna wiarygodność zarządzania.

Bezpłatne polowania: trofea dla swoich, rachunek dla organizacji

Audyt wskazuje, że w 2023 roku miała znacząco wzrosnąć liczba bezpłatnych polowań w OHZ-ach. W jednym z badanych przypadków chodziło o byka jelenia wycenionego na około 7 tysięcy złotych. Audytorzy zwrócili uwagę, że OHZ-ów podległych Zarządowi Głównemu PZŁ było 18, a w 2023 roku upolowano w nich m.in. 216 byków jeleni, 938 rogaczy sarny i 108 byków daniela. Bez szczegółowego zbadania wszystkich przypadków nie da się więc oszacować pełnej skali potencjalnych strat.

Ten wątek jest szczególnie ciekawy w kontekście polowań komercyjnych. Myśliwi bardzo często mówią, że komercyjne polowania są potrzebne, bo przynoszą dochód, który potem ma zasilać system gospodarki łowieckiej, w tym odszkodowania. Audyt pokazuje jednak, że równolegle mogły odbywać się bezpłatne polowania dla wybranych osób, a dane potrzebne do ich rozliczenia zniknęły z systemu.

Czyli z jednej strony mamy opowieść o odpowiedzialnym biznesie łowieckim, który rzekomo pomaga finansować odszkodowania. Z drugiej – podejrzenia, że niektórzy mogli korzystać z tego systemu za darmo. To już nie jest gospodarka łowiecka. To wygląda jak gospodarka znajomościowa.

Odszkodowania dla rolników: święty argument myśliwych zaczyna się sypać

Najważniejszy politycznie fragment audytu dotyczy jednak odszkodowań dla rolników. To właśnie na nich myśliwi najczęściej budują swój przekaz: „możecie nas nie lubić, ale to my płacimy rolnikom za szkody”.

Problem w tym, że audyt opisuje podejrzenia zawyżania odszkodowań w OHZ Gola. Audytorzy zwrócili uwagę na znaczące zmniejszenie kosztów operacyjnych tego OHZ między 2021, 2022 i 2023 rokiem. Po analizie okazało się, że dużą część tych kwot stanowiły odszkodowania wypłacane rolnikom za szkody w uprawach. Wątpliwości budziły przypadki, w których w 2022 roku niektórzy rolnicy mieli otrzymywać nawet po około 70 tysięcy złotych odszkodowania, przy braku praktycznie jakichkolwiek postępowań sądowych.

Według ustaleń opisanych w raporcie obecny kierownik OHZ Gola miał uzyskać informację, że jeden z pracowników miał porozumiewać się z rolnikami w celu zawyżania szacowanych szkód. Audytorzy ocenili, że istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, iż przed 2023 rokiem dochodziło do takich przypadków.

To jest moment, w którym myśliwska opowieść o odszkodowaniach robi efektowny salto mortale i ląduje twarzą w błocie.

Bo jeżeli odszkodowania są zaniżane – rolnicy są krzywdzeni. Jeżeli są zawyżane – system jest niewiarygodny. A jeżeli nikt nie potrafi tego rzetelnie skontrolować, to cała publiczna narracja o „ogromnych kwotach wypłacanych rolnikom” przestaje być argumentem, a zaczyna być zasłoną dymną.

Nie da się jednocześnie mówić: „zostawcie nas w spokoju, bo płacimy rolnikom”, i mieć w audycie podejrzenia, że w jednym z ośrodków odszkodowania mogły być elementem lokalnego układu. To nie jest dowód odpowiedzialności łowiectwa. To dowód, że system odszkodowań wymaga jawności, kontroli, dokumentacji i niezależnej weryfikacji.

Rolnicy nie potrzebują łowieckich legend. Potrzebują uczciwego systemu

Wyniki badań pokazują, że system odszkodowań łowieckich jest skomplikowany, nieprzejrzysty i nierówny. W wielu obwodach odszkodowania są zerowe albo symboliczne, dane finansowe są trudno dostępne, a informacje zbiorcze nie pozwalają łatwo sprawdzić, co rzeczywiście dzieje się w konkretnych kołach łowieckich.

Audyt PZŁ dodaje do tego jeszcze jedną warstwę problemu: nie tylko trudno ustalić, ile naprawdę płacą koła i OHZ-y, ale tam, gdzie kwoty są wysokie, pojawia się pytanie, czy zostały ustalone prawidłowo.

Rolnicy nie potrzebują ani zaniżania szkód, ani zawyżania szkód, ani propagandowego wykorzystywania ich strat do obrony przywilejów PZŁ. Rolnicy potrzebują prostych procedur, sprawnego szacowania, obowiązkowej dokumentacji fotograficznej, jawnych danych i szybkich wypłat. A przede wszystkim potrzebują systemu, w którym odszkodowanie jest rekompensatą za realną szkodę, a nie elementem PR-owej opowieści łowieckiej.

2,7 mln zł na świętowanie. Ze składek myśliwych

Kolejny piękny rozdział tej księgi organizacyjnej rozwagi to obchody 100-lecia PZŁ. Według audytu Naczelna Rada Łowiecka utworzyła fundusz celowy na obchody 100-lecia w wysokości 2 702 207 zł. Środki wydzielono ze składki członkowskiej przynależnej zarządom okręgowym, proporcjonalnie do liczby myśliwych z danego okręgu.

Innymi słowy: zwykli członkowie PZŁ mogli z dumą wspierać świętowanie organizacji, która później w audycie zostaje opisana jako struktura z problemami w planowaniu, kontroli i wydatkowaniu środków.

Audytorzy wskazali, że organizacja obchodów była chaotyczna, harmonogram się „rozjechał”, część wydarzeń nie odbyła się, a mimo to budżet został przekroczony. Według danych przekazanych audytorom przez zarządy okręgowe, oprócz kwot poniesionych przez Zarząd Główny, same zarządy okręgowe miały ponieść dodatkowe koszty w wysokości 567 326 zł. Po uwzględnieniu wydarzeń, które się nie odbyły, przekroczenie budżetu miało wynieść około 30 procent.

To jest szczególnie zabawne, jeśli pamiętać, że PZŁ lubi pouczać społeczeństwo o odpowiedzialności, racjonalności i gospodarowaniu. Tymczasem we własnym stuleciu Związek najwyraźniej nie potrafił odpowiedzieć na najprostsze pytanie: ile właściwie wydajemy i na co?

Ponad milion na PR. Może zamiast ocieplania wizerunku potrzebna jest księgowość?

Osobny rozdział to wydatki na wizerunek. Z ujawnionych dokumentów wynika, że Naczelna Rada Łowiecka wyraziła zgodę na obciążenie majątku Zrzeszenia zobowiązaniem do kwoty 1 121 000 zł w związku z umową dotyczącą kampanii wizerunkowej PZŁ z Personal PR sp. z o.o.

To kwota bliska 1,2 miliona złotych na PR. Na poprawianie obrazu. Na opowieść. Na komunikację. Na przekonywanie ludzi, że wszystko jest pod kontrolą.

A potem czytamy audyt i dowiadujemy się o znikających danych, podejrzeniach bezpłatnych polowań, możliwych nadużyciach przy odszkodowaniach, problemach z dokumentacją systemów informatycznych, wydatkach bez wymaganych zgód oraz chaotycznym wydawaniu pieniędzy na obchody stulecia.

Może więc PZŁ nie potrzebuje kampanii wizerunkowej. Może PZŁ potrzebuje tego, czego od lat domagają się organizacje społeczne: jawnej sprawozdawczości, publicznego rejestru polowań, przejrzystych finansów kół łowieckich i realnego nadzoru ministra właściwego do spraw środowiska.

Wizerunek nie poprawia się od tego, że zamawia się PR. Wizerunek poprawia się od tego, że przestaje się robić rzeczy, które trzeba potem przykrywać PR-em.

Systemy informatyczne, których dokumentacji nie ma. Faktury, które się płaci. Dostawcy, którzy „żyją z PZŁ”

Audyt opisuje też problem współpracy z firmą TORN. W latach 2018–2023 firma miała zarobić od Zarządu Głównego PZŁ około 4,4 mln zł netto. Audytorzy ustalili jednak, że mimo tak dużych płatności PZŁ nie posiadał dokumentacji stworzonych systemów, m.in. „Łowiectwo w Polsce” oraz systemu dla kół łowieckich.

Brak dokumentacji oznacza uzależnienie od dostawcy. Audytorzy wprost wskazali, że firma TORN w istocie „żyje z PZŁ” i może wykorzystywać swoją dominującą pozycję.

Jeszcze ciekawiej robi się w 2023 roku. Firma TORN została odcięta od dostępu do systemów, ale PZŁ nadal miał opłacać faktury za usługi serwisowe, których – według audytorów – firma nie mogła świadczyć, bo nie miała już dostępu do systemów. Kwota zapłacona po odcięciu dostępu miała wynieść 162 606 zł.

To brzmi jak model biznesowy idealny: nie masz dostępu do systemu, ale faktury idą dalej. W zwykłej firmie ktoś musiałby to natychmiast wyjaśnić. W PZŁ potrzebny był audyt.

Gdzie w tym wszystkim jest interes publiczny?

Nie chodzi wyłącznie o wewnętrzne porachunki w organizacji myśliwych. Polski Związek Łowiecki nie jest zwykłym klubem hobbystycznym, który spotyka się prywatnie, zbiera składki i wydaje je na własne zabawy. PZŁ wykonuje zadania w systemie ustawowo uprzywilejowanym. Działa w obszarze dotyczącym dzikich zwierząt, bezpieczeństwa ludzi, własności prywatnej, szkód w uprawach i gospodarki prowadzonej na ogromnej części terytorium kraju.

Jeżeli taka organizacja ma tak poważne problemy z finansami, dokumentacją, odszkodowaniami i kontrolą wewnętrzną, to nie wystarczy powiedzieć: „to nasza sprawa”. To nie jest ich prywatna sprawa. To sprawa publiczna.

Dlatego obywatelski projekt zmian w Prawie łowieckim słusznie zakłada zwiększenie jawności finansów PZŁ i kół łowieckich, publiczny rejestr polowań i gospodarki łowieckiej, obowiązek publikowania danych oraz realniejsze mechanizmy nadzoru. Po takim audycie sprzeciw PZŁ wobec jawności brzmi mniej więcej tak, jakby ktoś złapany przy niszczarce dokumentów tłumaczył, że przecież bardzo dba o ochronę danych.

Mniej PR, więcej kontroli

Można wydać ponad milion złotych na kampanię wizerunkową. Można urządzać uroczystości za miliony. Można opowiadać o odpowiedzialności, tradycji i pomocy rolnikom. Ale jeśli w dokumentach pojawiają się podejrzenia zawyżania odszkodowań, znikające cenniki polowań, bezpłatne łowy dla wybranych osób i milionowe wydatki bez właściwej kontroli, to żadna kampania PR tego nie przykryje.

Rolnicy potrzebują uczciwych odszkodowań. Myśliwi płacący składki mają prawo wiedzieć, na co idą ich pieniądze. Obywatele mają prawo wiedzieć, jak działa organizacja, której państwo powierzyło tak dużą władzę nad dzikimi zwierzętami. A przyroda i zwierzęta nie powinny być zakładnikami systemu, który sam siebie kontroluje, sam siebie rozlicza i sam sobie wystawia laurki.

PZŁ może wydać kolejne miliony na PR. Ale najtańszą kampanią wizerunkową byłoby po prostu przestać ukrywać dane, zacząć publikować finanse i poddać się realnej kontroli.

informacje objęte wnioskiem nie podlegają udostępnieniu

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *