Dlaczego PZŁ boi się jawności?
Polski Związek Łowiecki od lat korzysta ze szczególnej pozycji w państwie. To nie jest zwykłe stowarzyszenie pasjonatów. To organizacja, której państwo powierzyło wykonywanie zadań związanych z gospodarką łowiecką: planowaniem zabijania dzikich zwierząt, dzierżawieniem obwodów łowieckich, szacowaniem szkód łowieckich, szkoleniem myśliwych, prowadzeniem postępowań dyscyplinarnych i współdecydowaniem o tym, jak obywatele mogą korzystać z lasów, pól i prywatnych nieruchomości.
Tym bardziej zadziwiające jest to, jak mało wiemy o finansach tej organizacji.
A właściwie: jak wiele wysiłku trzeba włożyć, żeby dowiedzieć się czegokolwiek.
Nawet myśliwi widzą problem
W debacie o PZŁ najciekawsze bywają nie głosy krytyków łowiectwa, lecz wypowiedzi osób ze środowiska myśliwskiego. Paweł Gdula, były redaktor naczelny „Łowca Polskiego”, napisał niedawno:
Dzisiaj europejskie organizacje łowieckie publikują roczne sprawozdania w Internecie. Tak robi między innymi Niemiecki Związek Łowiecki (DJV). Każdy może zobaczyć informacje o przychodach, kosztach, prowadzonych projektach, liczbie pracowników, ich wynagrodzeniach oraz efektach działalności.Polski Związek Łowiecki jest jedyną organizacją myśliwską w Unii Europejskiej, która nie publikuje swoich sprawozdań finansowych. To fatalnie wygląda i będzie miało bolesne konsekwencje!
To mocna diagnoza. I trudno ją zbyć jako „atak przeciwników łowiectwa”, skoro pochodzi z samego środowiska łowieckiego.
Jeżeli PZŁ uważa, że wykonuje ważną publiczną misję, powinien sam dążyć do maksymalnej przejrzystości. Jeżeli gospodaruje pieniędzmi pochodzącymi ze składek członków, przychodami z majątku, sprzedaży polowań, tusz i trofeów, opłatami oraz środkami publicznymi, powinien pokazywać, ile pieniędzy wpływa, na co są wydawane i kto podejmuje decyzje finansowe.
Tymczasem zamiast jawności mamy mgłę.
PZŁ chce publicznych uprawnień, ale prywatnej tajemnicy
Problem z PZŁ polega na tym, że organizacja korzysta z publicznoprawnego uprzywilejowania, ale bardzo często zachowuje się tak, jakby była całkowicie prywatnym klubem.
To państwo stworzyło system, w którym bez członkostwa w PZŁ nie można w Polsce zostać myśliwym. To państwo powierzyło PZŁ ogromny wpływ na wykonywanie gospodarki łowieckiej. To państwo pozwala kołom łowieckim prowadzić polowania również na cudzych gruntach prywatnych, często wbrew woli właścicieli. To państwo uzależniło od kół łowieckich procedurę szacowania szkód wyrządzanych przez zwierzęta łowne w uprawach rolnych.
Ale gdy obywatele pytają o pieniądze, nagle słyszą: to nie jest informacja publiczna.
Ten mechanizm bardzo dobrze pokazała Sieć Obywatelska Watchdog Polska w tekście „Darz Bór”. Watchdog od lat próbuje uzyskać od kół łowieckich informacje o ich finansach. Nie chodzi o ciekawość ani o nękanie myśliwych. Chodzi o podstawowe pytania: ile pieniędzy wpływa do kół, ile wydają na odszkodowania, ile na gospodarkę łowiecką, ile na inne cele, jakie środki publiczne otrzymują i jak są rozliczane.
Odpowiedzią bardzo często jest odmowa, milczenie albo spór sądowy.
Koła łowieckie szacują szkody, ale nie chcą pokazywać rachunków
Szczególnie rażące jest to w przypadku szkód łowieckich. Myśliwi bardzo chętnie używają argumentu: „to my płacimy rolnikom odszkodowania”. W każdej dyskusji o reformie łowiectwa pojawia się groźba: jeżeli ograniczycie polowania albo zmienicie system, rolnicy zostaną bez pieniędzy.
Tylko że jeśli ktoś chce sprawdzić, jak naprawdę wygląda ten system, zaczyna uderzać głową w mur.
Ile dane koło łowieckie faktycznie wypłaciło rolnikom? Jakie miało przychody? Jakie koszty? Ile pieniędzy poszło na odszkodowania, a ile na polowania, imprezy, zakup sprzętu, utrzymanie domków myśliwskich, wyjazdy, obsługę prawną czy administrację? Czy dane wpisywane do rocznych planów łowieckich odpowiadają dokumentom księgowym?
To są pytania fundamentalne. Bez odpowiedzi na nie nie da się uczciwie dyskutować o odszkodowaniach dla rolników.
O problemach z dostępem do takich danych pisało również Prawo.pl, analizując orzecznictwo wojewódzkich sądów administracyjnych dotyczące kosztów gospodarki łowieckiej. Z tych spraw wyłania się obraz systemu, w którym obywatel, organizacja społeczna albo dziennikarz muszą latami dochodzić w sądach informacji, które w normalnym państwie powinny być publikowane z urzędu.
Bo jeśli koło łowieckie wykonuje zadania w systemie stworzonym przez ustawę, korzysta z ustawowych przywilejów, dzierżawi obwody łowieckie, szacuje szkody i działa w obszarze środowiska, własności prywatnej oraz bezpieczeństwa publicznego, to nie powinno zasłaniać się prywatnością wtedy, gdy ktoś pyta o pieniądze.
Publiczne pieniądze dla łowiectwa
Jawność finansów PZŁ i kół łowieckich jest tym bardziej potrzebna, że łowiectwo nie jest finansową wyspą odciętą od państwa. Przeciwnie: korzysta z pieniędzy publicznych i z publicznie stworzonego systemu przywilejów.
W tekście „Miliony dla myśliwych. Sprawdziłam, jak państwo wspiera PZŁ” OKO.press pokazało, jak wiele publicznych środków i form wsparcia trafia do środowiska łowieckiego. To kolejny argument za tym, że finanse PZŁ i kół łowieckich nie mogą być traktowane jak wewnętrzna sprawa zamkniętego towarzystwa.
Jeżeli organizacja otrzymuje publiczne wsparcie, wpływa na wykonywanie prawa własności, uczestniczy w gospodarowaniu dzikimi zwierzętami należącymi do Skarbu Państwa i współdecyduje o bezpieczeństwie obywateli w lasach, to obywatele mają prawo wiedzieć, jak ta organizacja działa finansowo.
Nie wystarczy ogólnikowe zapewnienie, że „wszystko jest zgodne z prawem”. Jawność nie jest karą. Jawność jest warunkiem zaufania.
Im mniej jawności, tym większe ryzyko patologii
Brak przejrzystości zawsze tworzy ryzyko nadużyć. Nie dlatego, że każdy myśliwy lub każdy działacz PZŁ działa nieuczciwie. Dlatego, że każda organizacja pozbawiona realnej zewnętrznej kontroli prędzej czy później zaczyna produkować problemy.
W przypadku PZŁ te problemy nie są abstrakcyjne.
Ostatnio opinia publiczna dowiedziała się o wewnętrznym audycie Polskiego Związku Łowieckiego. Ustalenia audytu, opisywane w mediach i przywoływane w debacie publicznej, dotyczyły m.in. wydatków, systemów informatycznych, organizacji polowań, funkcjonowania ośrodków hodowli zwierzyny i możliwych nieprawidłowości w gospodarowaniu majątkiem PZŁ. Sam fakt, że takie sprawy pojawiają się wewnątrz organizacji o tak dużej publicznej roli, powinien zakończyć dyskusję o tym, czy jawność finansów jest potrzebna.
Jest potrzebna.
I to nie „na wniosek”, po kilku latach procesów. Jest potrzebna z urzędu, w Internecie, w formacie umożliwiającym analizę danych.
Dane łowieckie są rozproszone, niepełne i trudne do sprawdzenia
W teorii pewne informacje finansowe związane z gospodarką łowiecką pojawiają się w rocznych planach łowieckich. Dzierżawcy obwodów łowieckich wykazują tam m.in. przychody ze sprzedaży tusz, koszty gospodarki łowieckiej i kwoty wypłaconych odszkodowań.
W praktyce ten system jest skrajnie niewystarczający.
Po pierwsze, dane są rozproszone między obwodami łowieckimi, kołami, nadleśnictwami, gminami i Bankiem Danych o Lasach. Po drugie, są udostępniane w formatach utrudniających analizę. Po trzecie, nie zawsze są kompletne. Po czwarte, kwoty wpisywane do planów łowieckich nie są tym samym, co pełne sprawozdania finansowe kół łowieckich. Po piąte, bez dostępu do dokumentacji księgowej nie da się łatwo sprawdzić, czy dane deklarowane w formularzach odpowiadają rzeczywistości.
To szczególnie ważne przy odszkodowaniach. W publicznej narracji środowiska łowieckiego pojawiają się duże łączne kwoty wypłat dla rolników. Ale z perspektywy obywatela, rolnika albo organizacji społecznej ważne są pytania bardziej szczegółowe: które koła płacą dużo, które prawie nic, gdzie pojawiają się spory, jak wygląda relacja między przychodami z polowań i sprzedaży tusz a kosztami odszkodowań, czy koła rzetelnie szacują szkody i czy państwo w ogóle potrafi ten system kontrolować.
Bez jawności finansów nie ma na te pytania uczciwej odpowiedzi.
PZŁ powinien publikować sprawozdania jak organizacja wykonująca zadania publiczne
Rozwiązanie jest proste. PZŁ i wszystkie koła łowieckie powinny mieć obowiązek publikowania podstawowych informacji finansowych tak jak organizacje pozarządowe i spółki.
Nie w formie zeskanowanego PDF-u, którego nie da się analizować. Nie w odpowiedzi na pojedynczy wniosek o informację publiczną. Nie po wyroku sądu administracyjnego. Nie po kilku latach walki z odmowami.
Tylko co roku, automatycznie, w Internecie.
Publikowane powinny być co najmniej:
- roczne sprawozdania finansowe PZŁ i kół łowieckich,
- przychody z poszczególnych źródeł, w tym składek, sprzedaży tusz, organizacji polowań (w tym „polowań dewizowych” dla zagranicznych turystów), sprzedaży usług, dotacji i środków publicznych,
- koszty gospodarki łowieckiej,
- kwoty wypłaconych odszkodowań,
- informacje o kosztach administracyjnych, wynagrodzeniach i umowach,
- dane o majątku i zobowiązaniach,
- informacje o przychodach i kosztach ośrodków hodowli zwierzyny,
- dane możliwe do pobrania w formatach nadających się do analizy, np. CSV lub XLSX.
Tak właśnie działa jawność: nie jako akt łaski, ale jako standard.
Jawność finansów to nie temat poboczny. To warunek reformy łowiectwa
Debata o łowiectwie często koncentruje się na emocjach: jedni mówią o tradycji, drudzy o cierpieniu zwierząt, jedni o rolnikach, drudzy o bezpieczeństwie spacerowiczów. Ale pod spodem jest jeszcze jeden bardzo konkretny temat: pieniądze.
Kto zarabia na polowaniach? Kto płaci za szkody? Kto korzysta z publicznego wsparcia? Kto finansuje infrastrukturę łowiecką? Kto kontroluje wydatki? Kto ma dostęp do informacji? Kto może sprawdzić, czy system działa uczciwie?
Dzisiaj odpowiedź brzmi: obywatele mają z tym ogromny problem.
PZŁ chce występować jako strażnik przyrody, reprezentant interesu publicznego i organizacja wykonująca ważne zadania państwa. Ale nie da się jednocześnie żądać publicznych uprawnień i odmawiać publicznej kontroli.
Jeżeli łowiectwo ma być elementem gospodarki środowiskowej, musi być jawne. Jeżeli PZŁ ma działać w imieniu państwa, musi być kontrolowany przez obywateli. Jeżeli koła łowieckie mają szacować szkody rolników i korzystać z obwodów obejmujących cudze prywatne grunty, muszą pokazywać swoje finanse.
Przyroda jest dobrem wspólnym. Dzikie zwierzęta są dobrem wspólnym. Lasy, pola i bezpieczeństwo obywateli nie są prywatnym folwarkiem żadnej korporacji zawodowej ani hobbystycznej.
Dlatego finanse łowiectwa też muszą przestać być tajemnicą.









